Gdy
wybierano Katar na gospodarza mistrzostw 2022, nie było tam stadionów, hoteli,
odpowiedniej infrastruktury czy miast. Jedno z nich, Lusajl, wciąż powstaje z
myślą o finale zmagań. Nie brakowało głosów, że kraj utorował sobie drogę
sukcesu po trupach i wytyczył ją głównie dzięki wpływom oraz niebotycznej
gotówce. Gdzieś na horyzoncie problemów swoje miejsce zasygnalizowały dodatkowo
mordercze upały i wyzysk pracowników.
To
od początku nie był trafiony wybór. Kontrowersje towarzyszyły Katarowi od
momentu, gdy został mianowany gospodarzem. Taki wybór nie zwiastował niczego
prócz kłopotów a teraz temu azjatyckiemu państwu możemy wręcz przypiąć szyld
„kłopoty murowane”. Z każdym kolejnym rokiem perspektywa mundialu na Bliskim
Wschodzie przybiera coraz bardziej niepokojące formy. I tylko czekać, kiedy
okaże się prawdziwym koszmarem.
Wszystkie chwyty dozwolone
Za
Katarem głosowało 14 z 22 członków Komitetu Wykonawczego FIFA. Już wtedy nie zabrakło
osób głoszących, że to czysty nonsens, by turniej takiej rangi powierzać akurat
takiemu państwu. Do dzisiaj zresztą słychać powątpiewanie, niektórzy nazywają
rzecz po imieniu, mówiąc wprost o pomyłce i potrzebie ponownego głosowania.
Nawet
sam proces wyboru był kwestionowany swego czasu przez Seppa Blattera, a korupcyjny
smród wciąż się nad nim unosi. Publicysta „Newsweeka” pisał, że doradca
Szwajcara opowiadał jemu oraz kilku reporterom o dokładnym podziale głosów,
zanim ogłoszono wyniki. Wkrótce, wraz z paroma innymi delegatami, został
oskarżony o przyjęcie miliona dolarów łapówki.
Zdaniem
dawnego oficjela FIFA, Michela Zen-Ruffinena, to właśnie na milionowych
oszustwach opierała się skuteczność katarskiej kampanii. Według niego zaufani
współpracownicy aranżowali umowy, bardzo korzystne dla afrykańskich federacji,
w zamian za poparcie. „The Sunday Times” donosił o płatnościach w wysokości
miliona i dwustu tysięcy dolarów. W maju 2011 roku wyciekł e-mail Jérôme Valcke, sekretarza
generalnego FIFA, adresowany do Jacka Warnera, w którym Belg napisał: „Oni
kupili mistrzostwa”.
W
taki rozwój wypadków nie wierzy jednak Simon Kuper, dziennikarz m. in. „The
Guardian”. Jego zdaniem za zwycięstwem Kataru nie stoją żadne fałszerstwa, a po
prostu ogromne pieniądze. Żurnalista wspominał o rozmowie z Mohamedem bin
Hammamem, cichym bohaterze katarskiego obozu, który strategię swojego kraju tłumaczył
słowami: „Pomagasz tym osobom, które mogą pomóc tobie”. Według Kupera kluczem
do sukcesu jest lobbing, to dzięki niemu wygrywa się organizacje Mistrzostw
Świata. Owszem, każdy z pretendentów wywiera większą lub mniejszą presję na
delegatów, ale jeszcze żaden nie czynił tego na skalę Kataru. Mówią, że aby
wygrać wyścig o mundial trzeba złamać którąś z zasad, lecz to bliskowschodnie
państwo złamało je wszystkie.
Bogatemu wolno
Wedle
wyliczeń „The Guardian” na same wybory Katar przeznaczył jakieś 200 milionów
dolarów, zdecydowanie więcej od innych konkurentów, pięciokrotnie więcej od
Australii, prawie dziesięć razy więcej niż Anglia i pięćdziesiąt razy niż Stany
Zjednoczone.
W
2009 roku, na rok przed głosowaniem, złożył hojną propozycję Afrykańskiej
Konfederacji Piłkarskiej. Opłacił zjazd delegatów związków futbolowych z
Czarnego Lądu, który odbył się w Angoli. Konfederacja zaakceptowała ofertę i
nieoficjalny warunek jej towarzyszący – poparcie dla Kataru. Afryka nie posiadała
własnego kandydata, a czterech członków komitetu, pochodzących z Czarnego Lądu,
mogło z pewnością odegrać znaczącą rolę.
78
milionów dolarów wpłynęło na konto federacji argentyńskiej. Ta suma miała ułatwić
przezwyciężenie kryzysu finansowego ligi. Tymczasem Katarczykom zapewne
bardziej chodziło o Julio Grondonę, szefa tamtejszego związku piłkarskiego,
który zasiada ponadto w Komitecie Wykonawczym FIFA.
Na
tych i podobnie nieczystych zagraniach, ciągle wychodzących na światło dzienne,
się jednak nie kończyło. Działania Kataru nie ograniczały się jedynie do tego
typu niewyszukanych zagrywek, swoją istotną partię w batalii o mundial
rozegrały również najwyższe władze. Nie bez przyczyny Sepp Blatter w wywiadzie
dla niemieckiego magazynu „Die Zeit” powiedział wyraźnie: „Tak, były
bezpośrednie naciski polityczne. Europejscy liderzy sugerowali, żeby oficjele FIFA
optowali za Katarem ze względu na ważne interesy ekonomiczne”.
Ręka rękę myje
2
grudnia 2010 roku - na kilka dni przed głosowaniem – Al Thani, głowa
katarskiego państwa, zawitał do Paryża. Widział się z Nicolasem Sarkozym i
Michelem Platinim. W trakcie spotkania zasugerował rzekomo, że głos oddany na jego
ojczyznę będzie jednocześnie głosem dla lepszej przyszłości Francji.
Katarskich
decydentów interesy łączyły także z samymi oficjelami FIFA. Magazyn „France
Football” donosił o ich bliskiej współpracy biznesowej z członkiem komitetu,
Mariosem Lefkaritisem. Innym razem informował o prywatnym spotkaniu pomiędzy
trzema najbardziej wpływowymi osobami piłki południowoamerykańskiej, czyli
Grondoną, Nicolasem Leozem i Ricardo Teixeirą, a Al Thanim.
Katar
coraz śmielej wdzierał się do świata futbolu, a ukoronowaniem jego poczynań i
niejako potwierdzeniem rosnącej w siłę pozycji był wybór na gospodarza mistrzostw
w 2022 roku. Obecnie niewielu potrafi sobie wyobrazić piłkarską rzeczywistość
bez tego małego kraju i jego olbrzymich bogactw. Dzisiaj dzielą i rządzą w
Paryżu, za reklamę na koszulkach płacą Barcelonie 125 milionów, ich akademia
Aspire zrzesza 40 tysięcy dzieci z całej kuli ziemskiej, pomagają budować ośrodki
treningowe i boiska w najróżniejszych zakątkach globu - od Afryki, po Azję i Amerykę
Południową.
W
swoim królestwie, niewielkiej krainie, wznoszą pałace na pustyni. Wynajmują zagranicznych
projektantów i firmy budowlane. Na przykład: projekt Lusail City zakłada stworzenie
miasta od zera, zupełnie od podstaw, na wydmach w pobliżu Doha. Za wszystkim
stoi niemiecka kompania Hochtief, kontrolowana przez hiszpańskie konsorcjum
ACS, należące z kolei do prezydenta Realu Madryt, Florentino Pereza.
Katarski
dziennik „Doha News” wyliczył, że w samą organizację mundialu władują około 220
miliardów dolarów, to ponad siedemdziesiąt razy więcej niż RPA wydała na
Mistrzostwa Świata w 2010 roku. Tym bardziej, to doprawdy zadziwiające, że tak
obrzydliwie majętne państwo buduje swoje supernowoczesne areny rękami
wyzyskiwanych imigrantów.
Zapracowani na śmierć
To
powinien być jeden z ostatnich gwoździ do trumny pod nazwą „mundial dla Kataru”.
W najzamożniejszym na ziemi pod względem dochodu na mieszkańca kraju - 102
tysiące dolarów - zarobki przyjezdnych, którzy stanowią aktualnie 80% jego populacji,
utrzymują się na poziomie 2,5 tysiąca dolarów. „The Guardian” pisało: „Ogólny
obraz jest taki, że jedno z najbogatszych państw na świecie wyzyskuje jedno z
najbiedniejszych, po to, by zdążyć z najpopularniejszym turniejem sportowym na
planecie”.
Mowa
o Nepalczykach, których w tej bliskowschodniej krainie przebywa około stu
tysięcy. Z Katmandu, stolicy Nepalu, ponoć dzień w dzień odlatują samoloty
Qatar Airways. Gigantyczne inwestycje w mundial potrzebują znacznie większych
zasobów ludzkich. Przed samymi mistrzostwami populacja Kataru może wzrosnąć o okrągły
milion.
Do
tej ziemi obiecanej lgną imigranci, wiedzeni pokusą lepszego życia, lecz raz
złapani w pułapkę jej iluzji, pozostają w niej na długie miesiące, a nawet
lata. Dopiero na miejscu okazuje się, że coś, co miało wyglądać niczym raj,
przypomina wielkie więzienie. Wystarczy wspomnieć dzieje Zahira Belounisa,
piłkarza, którego kariera zawędrowała do Kataru. Kiedy przestał otrzymywać
wynagrodzenie od klubu, nie mógł opuścić kraju ze względu na system Kafala
(każdy przybysz posiada patrona, który zezwala na wjazd, monitoruje jego pobyt
i wydaje zezwolenia na wyjazd). O wolność walczył 19 miesięcy, później opowiadał
o próbach samobójczych, alkoholizmie, zniszczonych marzeniach i życiu.
Takich
historii w Katarze odnaleźlibyśmy bezlik. Zatrudnia się tam prawie półtora
miliona robotników z zagranicy, którzy zajmują się budowaniem stadionów, dróg,
portów i hoteli. Nie mają żadnych praw, pomocy medycznej, pracują od 60 do 100
godzin tygodniowo, najczęściej po 12 godzin dziennie w morderczym upale,
mieszkają w barakach pozbawionych prądu, a wypłaty dostają z opóźnieniem albo
wcale.
Naoczni
świadkowie na łamach „Newsweeka” relacjonują, że sprawni, dwudziestoletni mężczyźni
idą spać i potem już nie wstają. Śmiertelną mieszankę tworzą wyczerpująca
praca, małe ilości spożywanego pokarmu i wody – często muszą o nie błagać -
oraz nieznośny skwar i ciągła ekspozycja na słońce. Z wycieńczenia i
odwodnienia każdego roku ginie tam przeszło stu imigrantów. Tylko między 4
czerwca a 8 sierpnia zeszłego roku w śmiertelnej gorączce umarło 44
Nepalczyków. A Międzynarodowa Konfederacja Związków Zawodowych, ogłosiła: „W
Katarze zginie więcej ludzi budujących stadiony niż zawodników, którzy na nich
zagrają”.
Węzeł katarski
To
właśnie potencjalne upały sprawiły, że Katar był jedynym państwem ubiegającym
się o Mistrzostwa Świata, który otrzymał notę „wysokiego ryzyka” w raporcie
sporządzonym przez Komitet Techniczny FIFA. Miały powstać specjalnie
klimatyzowane areny, jednak okazało się, że współczesna technologia nie daje
możliwości wybudowania takich obiektów. Kłopot rozwiązano – i powinien to być
ostateczny gwóźdź do trumny, ale najwidoczniej brakuje młotka, który mógłby go
wbić – przenosząc mundial na listopad i grudzień.
Choć
nie jest to podobno decyzja definitywna, to przez futbolowe środowisko
przetoczyło się zrozumiałe wzburzenie. Sekretarz generalny federacji
angielskiej mówił o logistycznym koszmarze, szef Bundesligi o skutkach takiego
postanowienia, których europejskie rozgrywki odczuwać będą przez następne trzy
lata, a członek komitetu FIFA z ramienia niemieckiego związku wskazywał na
konieczność zmiany sposobu zawierania kontaktów z graczami, umów ze sponsorami
oraz praw do transmisji. Szczególnie niezadowolona może być amerykańska stacja
Fox, która na mundial rozgrywany w lecie wyłożyła 425 milionów. Jesienno-zimowy
turniej może kolidować z ukochaną przez Amerykanów NFL.
Słowem,
wywróci to cały piłkarski świat do góry nogami. I wychodzi na to, że ten cały
piłkarski świat da się wywrócić i że musi on podporządkować się temu jednemu,
maleńkiemu państwu, tak naprawdę w futbolu nic nie znaczącemu.
Mistrzostwa
Świata w Katarze pociągają za sobą wiele nierozwiązywalnych problemów, z
których nie stworzy się idealnego dla wszystkich wzoru, suma strat i zysków
nigdy nie wyniesie zero i zawsze wystąpi po jednej ze stron. Równie
problematyczne, co przesunięcie mundialu na zimę, staje się przeniesie go do
innego kraju, gdyż groziłoby to paraliżem piłkarskiego świata, w którym wiodącą
już rolę odgrywa przecież gospodarz.
A
najciekawsze jeszcze przed nami. Od paru miesięcy dochodzenie w sprawie wyboru
Rosji i Kataru na organizatorów mistrzostw prowadzi Michael J. Garcia, były
wiceprezes Interpolu, od ponad roku dowódca Komitetu Etyki FIFA. To człowiek,
który doprowadził do czystek w organizacji i do ujawnienia przekrętów jej wielu
wpływowych ludzi, m. in. Bin Hammama, Teixeiry czy Havelange’a. Wygląda na to,
że FIFA ma naprawdę twardy Katar do zgryzienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz