Niegdyś
sztywny podział ról na boisku. Napastnicy od wpychania futbolówki do siatki,
pomocnicy od dostarczania jej w obręb pola karnego, obrońcy od tworzenia
zasieków nie do przebycia dla rywali. Dziś: snajperzy potrafiący grać jak skrzydłowi
i na odwrót, pomocnicy umiejący wypełniać rolę napastników oraz defensorów,
boczni obrońcy szalejący na murawach niczym skrzydłowi i ci sami boczni obrońcy
organizujący szczelny mur defensywy.
W
finale Euro 2012 zagrały drużyny, które posiadały w swych kadrach piłkarzy najwszechstronniejszych.
Prandelli nie tylko przestawił ustawienie swojego teamu, z początkowego 3-5-2
na 4-4-2, on również rozrzucał swoich podopiecznych po różnych sektorach
boiska. Daniele De Rossiego widzieliśmy przecież na środku obrony, Giorgio
Chellini biegał na lewej flance defensywy, a Emanuele Giaccherini wystąpił jako
boczny defensor. Ponadto pomoc zazwyczaj złożona była z samych środkowych pomocników,
stale wymieniających się pozycjami.
Vicente
del Bosque w swej wizji piłki nożnej zaszedł jeszcze dalej i na boisku upchnął
sześciu środkowych pomocników. Nie znalazł miejsca dla, choćby jednego
klasycznego snajpera. System gry, który wzbudził tyle kontrowersji, dał
Hiszpanii bezapelacyjne mistrzostwo. „La Furia Roja” ukazała najdoskonalsze
oblicze futbolu totalnego. Każdy gracz potrafił rozegrać, zaatakować oraz błyskawicznie
chronić dostępu do bramki w momencie utraty piłki.
Granica
pomiędzy obroną a atakiem uległa niemal całkowitemu zatarciu. Obserwowaliśmy
zawodników umiejących zarówno nacierać, jak i bronić. W ofensywnie ujrzeliśmy
jedną ruchomą formację, będącą w ciągłym ruchu, bez ustanku przeobrażającą się,
niezwykle ciężką w upilnowaniu. Kiedy zaś nie posiadała futbolówki przemieniała
się w blok obronny, stosujący zwykle zaciekły pressing.
Zupełnie
nowatorską rzeczą w systemie zastosowanym przez Del Bosque jest postać tzw.
„fałszywej dziewiątki” (na turnieju tę funkcję spełniał Cesc Fabregas). Nietypowego
napastnika, kogoś ustawionego najbliżej świątyni przeciwnika, aczkolwiek często
schodzącego w głąb pola, krążącego między liniami, szukającego piłki, łamiącego
zwarte szeregi defensywne rywala i stwarzającego wolną przestrzeń dla kolegów.
Owszem,
można przywołać, chociażby pojedynek Węgrów z Anglikami z 1953 roku, kiedy to
Nandor Hidegkuti odgrywał identyczną rolę, lecz obok niego biegali wybitni
łowcy goli – Ferenc Puskas oraz Sandor Kocsis. Natomiast u zwycięzców Euro 2012
obok Fabregasa znajdowali się sami specjaliści od konstruowania akcji, a nie od
ich wykańczania.
To,
co kiedyś wydawało się nierealne, teraz staje się chlebem powszednim. W
pierwszym międzypaństwowym meczu, Anglii ze Szkocją, w 1873 roku na murawie
przebywało trzynastu napastników. Obecnie, Hiszpania podbiła Stary Kontynent
armadą znakomitych pomocników, gdzie snajperzy nie mają po prostu racji bytu. Niewykluczone,
że stoimy w przededniu wymierania graczy, zdolnych jedynie, choć w nawet
najbardziej niekonwencjonalny sposób, wepchnąć piłkę do siatki. Taktyka pozbawiona
fachowców wyłącznie od strzelania okazuje się, bowiem wyjątkowo skuteczna.
Już
kilka lat temu Carlos Alberto Parreira przewidywał, że ustawienie bez typowych
napastników zdominuje futbol. Pierwsze próby podjął w AS Romie Luciano Spalletti.
Tam funkcję ostatniego żądła zespołu pełnił Francesco Totti, klasyczny
„trequartista”, czyli ktoś grający pomiędzy linią pomocy a ataku.
Ustawienie,
które śmiało można określić jako 4-5-1-0, zachwyciło Alexa Fergusona tak
dalece, że ten postanowił przetestować je na własnym podwórku. Efekt:
mistrzostwo oraz puchar Ligi Mistrzów. Blok ofensywny tworzyli wówczas Wayne
Rooney, Carlos Tevez oraz Cristiano Ronaldo, lecz żaden z nich nie występował
na szpicy. Z równie skutecznym rezultatem po ustawienie bez tradycyjnego „sępa”
pola karnego sięgnął Josep Guardiola w Barcelonie.
Futbol
na przestrzeni lat bezustannie ewoluuje. Taktyczne rewolucje zmieniały oblicze tej
dyscypliny: od krycia strefowego użytego po raz pierwszy przez Brazylię w
latach pięćdziesiątych, przez początki pressingu z lat sześćdziesiątych w
wykonaniu Dynama Kijów, czy wreszcie wprowadzenia w latach siedemdziesiątych do
terminologii piłkarskiej określenia „futbolu totalnego”.
Obecnie
piłka kopana przeżywa prawdopodobnie zmianę najbardziej radykalną i szokującą.
Kto wie, wkrótce być może na boiskach nie zobaczymy już zimnokrwistych
snajperów, błyskotliwych dryblerów przeprowadzających huraganowe szturmy na
skrzydłach bądź atletycznych kolosów tylko od obrony. Już niedługo próby
systematyzacji gry na formacje, pozycje i ściśle przestrzegane role nie będą miały
przypuszczalnie sensu.
Casus
Hiszpanii pokazuje, że w cenie będą przede wszystkim uniwersalizm,
wszechstronność, nieprzerwana wymienność, płynność między defensywą a atakiem.
Na murawach przebywać będą wyłącznie zawodnicy doskonali w niemal każdym
elemencie piłkarskiego rzemiosła. To przyszłość futbolu, czyli totalne
pomieszanie z poplątaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz